Soundrive Live

Uciszyć zło

 

Jak w horrorze rozpoznać, że z główną bohaterką dzieje się coś niedobrego? Wystarczy, że z nosa poleci jej trochę krwi, a do snów wkradną się nocne mary. Jak uwiarygodnić istnienie duchów? Wystarczy, że z początku żadna z postaci nie będzie wierzyć w ich istnienie, a później nastąpi gwałtowna konfrontacja. Jak straszyć duchami? Oczywiście przy użycia jump scare'ów. "Uciszyć zło" wyposażono we wszystkie te klisze i mnóstwo dodatkowych.

Nie od każdego horroru oczekuję artystycznych wizji na miarę "Zła we mnie" czy "Uciekaj!", o czym wspominałem zresztą w recenzji "Zakonnicy". Klasyczna konstrukcja, służąca wyłącznie budowaniu nastroju i straszeniu, jest równie urokliwa w całej swojej prostocie, a nawet przewidywalności. Problem zaczyna się wtedy, gdy reżyserowi przyświeca idea nakręcenia kompilacji gatunkowych schematów, co może mieć jakąś wartość filmoznawczą (przez standardowe półtorej godziny studenci mogliby zobaczyć wyciąg z kilku dekad historii filmu grozy), ale jest całkowicie pozbawione walorów rozrywkowych. "Uciszyć zło" jest takim przypadkiem i sprawdzić się może jedynie jako film tła, akompaniament do rozgryzanych czipsów i wyszeptywanych anegdotek z dnia codziennego w gronie przyjaciół.

 

W "Obecności" mieliśmy małżeństwo badaczy zjawisk paranormalnych, w "Uciszyć zło" mamy rodzeństwo, w dodatku oszustów. Szybko wychodzi jednak na jaw, że dzieci biegające gdzieś za plecami, śmiejące się z intencją nastraszenia nas wcale nie są wytworem wyobraźni właścicielki starego, opuszczonego domu. Nie są też tak przerażające, jak zupełnie nieistotny dla fabuły starzec wychodzący zza rogu przy takim hałasie, jakby świat się miał za chwilę skończyć, ale w gruncie rzeczy nic tutaj nie jest straszne, bo przecież podskoczenie w siedzeniu z powodu gwałtownego ataku decybeli to jeszcze nie strach. W końcówce ton zostaje zmieniony na bardziej bezpośredni, robi się brutalnie i krwawo, ale to tylko zestandaryzowane gore i odhaczanie kolejnych stereotypowych elementów horroru.

 

Najlepiej w "Uciszyć zło" prezentuje się plansza tytułowa tworząca złudzenie przedsionka do filmu utrzymanego w retro-klimacie produkcji z lat 80. Później jest tylko gorzej, a jedynym, co pozwala wytrwać do napisów końcowych jest przyzwoita gra aktorska i od strony technicznej dobrze zrealizowany obraz. Jeżeli jednak macie za sobą seanse większości gatunkowych klasyków, nie znajdziecie tutaj absolutnie nic interesującego. Podobnie jak główni bohaterowie jedynie udają biegłych pogromców duchów, tak i każdy element tego filmu jest wyłącznie nieszczerą podróbką.

 

Netflix po raz kolejny udowadnia, że jest ekwiwalentem nieodżałowanych wypożyczalń kaset wideo. Czasami można znaleźć w jego ofercie prawdziwe perełki, kiedy indziej odtwórczy chłam wciągnięty do katalogu tylko po to, aby sprostać okazji (w tym przypadku nadchodzącemu Halloween, czyli okresowi, kiedy wyjątkowo dużo osób ma ochotę na film z dreszczykiem). Może za dwadzieścia lat pokolenie dzisiejszych nastolatków będzie miało do tych produkcji taki sam sentyment, jaki wielu ma dzisiaj do "Czarnoksiężnika", "Ukrytego" czy "Aligatora", ale na ten moment "Uciszyć cisze" to po prostu strata czasu.


Uciszyć zło

Tytuł oryginalny: Malevolent

USA, 2018

Sigma Films

Reżyseria: Olaf de Fleur Johannesson

Obsada: Florence Pugh, Ben Lloyd-Hughes

1,5/5


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive