Soundrive Live

Tajemnice Silver Lake

 

"Tajemnice Silver Lake" to film wręcz bezczelnie samoświadomy. Przepiękne wyśmianie nadmiernej wiary w moc popkultury, które wciąga widza w pozbawioną znaczeń grę.

Mitologizacja popkultury to temat, który od lat nieustannie inspiruje wszelakich twórców. Od prac Andy'ego Warhola aż po filmy Qeuntina Tarantino. W końcu niedawno premierę miał "Ready Player One", który osiągnął chyba punkt graniczny w kwestii nadmiernej fetyszyzacji popkultury i uczynienia z niej największej wartości w życiu. Nie ma w tym nic dziwnego, bo w końcu tak wygląda rzeczywistość wielu z nas - piosenki, filmy, gry komputerowe i książki nadają sen egzystencji i zajmują miejsce religijnego oddania. Dochodzi do tego, że zaczynamy traktować popkulturę jako jednolity przekaz, w którym musi być ukryte coś więcej niż tylko czysta rozrywka. I właśnie takie zagubienie i rozpaczliwe poszukiwanie ukrytych znaczeń wyśmiewa najnowsza produkcja od A24, czyli "Tajemnice Silver Lake".

 

Głównego bohatera filmu, Sama, trudno określić inaczej niż mianem zwykłej łajzy. Trzydziestolatek mieszka w Los Angeles, jest bezrobotny i zalega z czynszem, ale nic sobie z tego nie robi. Czas marnuje na pochłanianie popkultury, picie piwa i podglądanie atrakcyjnych sąsiadek. Jego szczególną uwagę przykuwa Sarah, z którą prawie udaje mu się pójść do łóżka, ale pech chce, że wymarzony stosunek pozostaje w strefie marzeń, bo dziewczyna nagle znika bez śladu. Napędzany chucią Sam zaczyna prywatne śledztwo, które szybko odkryje przed nim nieznany świat możnych tego świata, w którym roi się od tajnych paktów, spiskowych faktów i tajemniczych zjawisk, jak na przykład naga kobieta z głową sowy. Zagubiony w tym świecie przegryw ma tylko jedną broń - znajomość popkultury, która pozwala mu na znajdywanie wskazówek ukrytych między innymi w kultowych piosenkach.

Seans "Tajemnic Silver Lake" to dla widza nieustanna walka z jego twórcami, którzy zapraszają nas do szyderczej gry. Obraz ten wypełniony jest fałszywymi tropami, wskazówkami i ciągle łudzi, że ma w sobie do odkrycia coś więcej, wystarczy tylko poszukać. Z drugiej strony jego przekaz jest oczywisty - jako odbiorcy popkultury jesteśmy wyjątkowo łatwymi celami do manipulacji, bo podświadomie pragniemy, aby za tym wszystkim kryło się jednak coś więcej. Oglądanie tego filmu to właśnie walka między tymi dwoma postawami - doskonale wiemy, że to tylko manipulacja, ale naprawdę ciężko się nie dać jej sprowadzić na manowce. Po zakończeniu pojawia się w głowie od razu myśl, że warto byłoby to obejrzeć przynajmniej raz jeszcze, aby wyłapać wszystkie szczegóły. I już wtedy wiemy, że i tak przegraliśmy bitwę, której zasady znaliśmy od samego początku. Zresztą to nie jedyna pułapka zastawiona przez ekipę - podobnie sprawa ma się z czasami wręcz nachalną "kultowością" całego obrazu. Pełno w nim scen, które ewidentnie zostały zrobione po to, aby zapisać go do tego elitarnego grona. Z jednej strony można narzekać, że przecież takiego efektu nie wywołuje się intencjonalnie, ale kiedy mowa o filmie tak mocno wyśmiewającym kulturotwórcze schematy, to trudno nie uznać tego za świadomą strategię artystyczną.

 

Od strony wizualno-dźwiękowej "Tajemnice Silver Lake" są filmem przepięknym, w którym twórcy nie wstydzą się scen mających na celu tylko i wyłącznie połechtania naszych zmysłów. Pełno tutaj spokojnych, wręcz ślimaczych ujęć, które mienią się kolorami i pięknymi widokami. Trudno zliczyć filmowe cytaty poukrywane w tych kadrach, bo specyfika całego filmu pozwala na branie garściami z całego dorobku kinematografii. W naturalny sposób znalazło się tu miejsce na odwoływanie do Hitchcocka i kina noir, ale także nowoczesnej fali quirky wave i całego sundancowego przerostu formy nad treścią. Czyste bezczelne wizualne szaleństwo pozbawione krzty zahamowań.

"Tajemnice Silver Lake" to jedna z tych produkcji, którą albo absolutnie was ujmą i zahipnotyzują, albo zupełnie odrzucą swoją pretensjonalnością. Jego twórcy są jednak bardzo trudnym obiektem do ataku, bo film wręcz krzyczy: Tak, macie racje, to wszystko jest puste i bezsensowne, tak samo jak symbole wytwarzane przez popkulturę. Rzadko zdarzają się filmy, które w tak sprytny sposób zmuszają widza do refleksji i wejścia na trochę głębsze poziomy dyskusji. A jednocześnie są po prostu przezabawną opowieścią, która swoją absurdalnością i świadomą głupkowatością potrafi rozbawić do rozpuku.


Tajemnice Silver Lake

Tytuł oryginalny: Under the Silver Lake

USA, 2018

Reżyseria: David Robert Mitchell

Obsada: Andrew Garfield, Riley Keough

Ocena: 4,5/5


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive