Soundrive Live

43. FPFF: Ułaskawienie

 

Kubrick, Hitchcock, Welles - żaden z nich nie otrzymał Oscara, ale nie dlatego, że ich filmy były złe. Ich filmy po prostu nie pasowały do profilu typowych produkcji konkursowych. "Ułaskawienie" pasuje natomiast idealnie, jakby wręcz skrojono je pod nagrody, ale niewiele więcej z tego wynika.

Honor to doskonałe narzędzie fabularne. Przy jego użyciu łatwo wyjaśnić niezliczone niedorzeczności, nadludzkie siły bohaterów umożliwiające pokonywanie wszelakich trudności, determinację pozwalającą przenosić góry. Od dekad korzystają z tego twórcy filmów wojennych, samurajskich, westernów, a nawet filmu klasy B, choć z rożnymi intencjami i różnym efektem. Honor w wydaniu Jana Jakuba Kolskiego ma jednak źródło w prawdziwych wydarzeniach, jest częścią historii jego własnej rodziny, a więc natychmiast przylgnęła do niego etykieta "filmu osobistego". Taka mieszanka powinna ścinać z nóg - osobisty film o honorze zbudowany na bazie rzeczywistych wydarzeń. Wykonanie okazuje się jednak do bólu przewidywalne i niekonsekwentne w prowadzeniu narracji.

 

Małżeństwo głównych bohaterów zostało zainspirowane babcią i dziadkiem reżysera, którzy faktycznie postanowili przetransportować ciało zmarłego syna w miejsce godne pochówku. Istotną różnicą jest natomiast to, że cel ten nie został nigdy osiągnięty, więc w historycznych wydarzeniach zakorzeniony jest jedynie początek i ta część "Ułaskawienia" prezentuje się zdecydowanie najciekawiej - dramat rodziców jest przejmujący, a ich motywacja wiarygodna. Znacznie gorzej wypada wyobrażenie Kolskiego o tym, jak mogłoby wyglądać zakończenie historii, gdyby jego przodkowie dopięli swego. Przypomina to bardziej laurkę niż autentyczną walkę z przeciwnościami losu.

Jak przystało na film o honorze, więcej tu poetyckości niż realizmu. Zwłoki wiezione w drewnianej trumnie nawet po zetknięciu z wartkim strumieniem nie wykazują żadnych oznak rozpadu gnilnego, nie zostają zniekształcone przez zbierające się gazy, nie widać na nich nawet smug dyfuzyjnych, a tak znakomita konserwacja to efektu użycia wyłącznie wapna i dosłownie kilku kawałków lodu, które jakimś cudem udaje się odnaleźć w jednej z wsi. Podobnych nonsensów jest tu znacznie więcej, a największy uosabia uratowany przez małżeństwo Jurgen. Jego wdzięczność jest tak wielka, że w kryzysowej sytuacji przeobraża się w prawdziwego nadczłowieka. Kiedy pada koń, sam zaczyna ciągnąć wóz, oświadczając przy tym dramatycznie: "Nie jestem człowiekiem, jestem koniem". Nie robi na nim wrażenie nawet stroma droga wiodąca pod górkę... Idealny kandydat na nowego członka Avengers.

 

Nie tylko treść, ale i forma przynosi wiele rozczarowań. Kolski nie potrafi zdecydować, czy wolałby stworzyć przejmujący dramat, czy czarną komedię. Po tych wszystkich trudnych przejściach nagle sięga po kamerę 16mm i stroi sobie żarty z babci mieszkającej przez całą zimę w igloo (zbudowanym zresztą z samego śniegu, co nie mogłoby okazać się tak trwałą konstrukcją), z księdza-spowiednika mamroczącego niezrozumiałe treści, z dziadka trenującego się w szermierce na wypadek wojny... To właściwie drugi film, a w dodatku jeszcze gorszy od pierwszego.

 

"Ułaskawienie" niewątpliwie było potrzebne Kolskiemu, znacznie mniej potrzebne jest natomiast widzom, którzy będą potrzebować ogromnych pokładów empatii, aby odnaleźć w tej fatalnie napisanej, nierzeczywistej i niepoprawnie romantycznej historii jakąkolwiek wartość.


Ułaskawienie

Polska, 2018

Wytwórnia Doświadczalna

Reżyseria: Jan Jakub Kolski

Obsada: Grażyna Błęcka-Kolska, Jan Jankowski

Ocena: 2/5


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive