Soundrive Live

Hip Hop Genealogia, tom 1

 

Wystarczy wziąć ten komiks w ręce, żeby się w nim zakochać. Format 225x320mm, papier wystylizowany na tanie wydania z lat 80. i przede wszystkim fenomenalne rysunki Eda Piskora - jestem przekonany, że dla docenienia tego arcydzieła nie trzeba nawet darzyć sympatią hip-hopu, choć niewątpliwie największą gratką będzie właśnie dla fanów gatunku.

Żadna muzyka nie sprzedaje się dzisiaj tak dobrze, jak hip-hop, ale ci, którzy wychowali się na The Furious Five albo Boogie Down Productions zazwyczaj stoją na straży poglądu, że to współczesne granie niewiele ma wspólnego z "prawdziwym" hip-hopem. Obydwie strony sporu mają argumenty warte rozpatrzenia, ale rozstrzygnięcie jest banalnie proste - warto odkrywać nowe kierunki, a jednocześnie pielęgnować korzenie. "Hip Hop Genealogia" to arcydzieło w tym drugim zakresie, dokumentacji i dbania o pamięć o prekursorach.

Minusem takiego podejścia - a jednocześnie jedynym minusem całego komiksu - jest encyklopedyczne ujęcie tematu. Fabuła skonstruowana została na niezliczonych "a potem" - DJ Kool Herc grał imprezy na Bronksie, a potem dołączył do niego MC - Coke La Rock, a potem powstają pierwsze kolektywy, a potem popularność zyskuje Kurtis Blow i tak dalej. Możemy dzięki temu poznać bogatą przeszłość powstania i popularyzacji gatunku w pigułce, ale nie możemy zagłębić się w osobiste rozterki "ojców założycieli". Z drugiej strony, znam przecież tę historię z licznych książek i filmów dokumentalnych, więc może najlepiej uznać komiks za wstęp oraz zachętę do zgłębiania kolejnych treści za pośrednictwem innych źródeł.

 

W pierwszym tomie "Hip Hop Genealogii" znalazło się miejsce dla wszystkich ważnych wydarzeń z przełomu lat 70. i 80., które ukształtowały nowojorskie podziemie rapu. Jest słynne odcięcie prądu i rozgrabienie wielu okolicznych sklepów, w konsekwencji czego gwałtownie wzrosła liczba producentów i DJ-ów wyposażonych w sprzęt najwyższej klasy; jest cwaniackie posunięcie Sugarhill Gang, które zapewniło im miejsce w historii jako autorów pierwszego rapowanego przeboju, ale jednocześnie także pogardę wielu przedstawicieli środowiska; jest Rick Rubin - biały chłopak z "dobrego domu", który trafnie zdiagnozował hip-hop jako "czarny punk rock".

Piskor nie zapomina jedna o szerszym kontekście - ulicznym tańcu oraz graffiti, które wraz z rapem tworzą kulturę hip-hopową, a także o zespołach ze środowiska punkowego, które przyczyniły się do rozpowszechnienia nowego zjawiska muzycznego. Wspólne występy z The Clash, wsparcie Talking Heads i przede wszystkim Blondie oraz utwór "Rapture" sprawiły, że o hip-hopie usłyszał cały świat. To współczesne przeciwstawianie i siłowe skłócanie fanów obydwu gatunków nie ma więc żadnego odbicia we wspólnej przeszłości i wynika jedynie z ciasnych horyzontów części słuchaczy.

 

Ed Piskor, rocznik 1982, nie mógł być świadkiem tych wszystkich wydarzeń, ale odrobił pracę domową i wiarygodnie oddaje ducha czasów, a w dodatku łączy go z tym, co jest mu równie bliskie - superbohaterami. Ma za sobą wydanie równie udanego "X-Men: Grand Design", a na stronie siódmej "Genealogii" możemy zobaczyć Darryla "D.M.C." McDanielsa z Run-D.M.C. zaczytanego w jednym z zeszytów o przygodach dzielnych mutantów. Wybranie akurat tej drużyny nie może być przypadkowe, w końcu to grupa wyklętych przez społeczeństwo małolatów, które zawiniły tylko tym, że są inne. Największy hołd komiksowi zostaje jednak złożony na trzech ostatni stronach, gdzie między innymi MF Doom, Slick Rick czy ekipa z Public Enemy zostają sparowani z Hulkiem, Daredevilem, Batmanem, a nawet ze Spawnem.

Heroiczny wysiłek podjęli także Marceli Szpak i Piotr Czarnota, osoby odpowiedzialne za tłumaczenie. Nie łatwo przenieść na język polski jive'ową mowę, a jeszcze trudniej wersy utworów, które nie dość, że wciąż muszą się rymować, to jeszcze nie powinny trącić grafomanią. To naprawdę duże wyzwanie, bo wiele zdań dobrze brzmiących w języku angielskim po translacji zaczyna przypominać wersy disco-polowych hiciorków. Banał w rodzimej mowie jest bez porównania bardziej żenujący niż ten amerykański, ale całe szczęście udało się z tego wyjść obronną ręką i chociaż niektóre kawałki wywołują uśmiech, to nigdy nie wzbudzają politowania.

 

Z hip-hopem ze wschodniego wybrzeża z początku lat 80. spędziłem mnóstwo czasu i miałem pewne obawy, że zanurzanie się w jego historię po raz dwudziesty będzie równie męczące, co śmierć wujka Bena czy morderstwo małżeństwa Wayne'ów. Na szczęście forma, w jakiej Piskor prezentuje te wydarzenia jest na tyle świeża, że trudno się oderwać od tych stu stron. Komiks świetnie zresztą pasuje do zobrazowania zjawiska, które powstało jako kontrkulturowe, bo przecież i on ma podobne źródło. Jeżeli więc historii hip-hopu nie znacie, to warto zacząć właśnie od "Hip Hop Genealogia".


Hip Hop Genealogia, tom 1

Tytuł oryginalny: Hip Hop Family Tree, vol. 1: 1970s-1981

Polska, 2018

Timof Comics

Scenariusz: Ed Piskor

Rysunki: Ed Piskor

Ocena: 5/5


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive