Soundrive Live

Ostatnie Rekinado: Ząb czasu

 

Od sześciu lat, rok w rok, zwolennicy kina klasy Z spędzają wakacje z kolejną odsłoną "Rekinado" - dziwacznego tworu niesławnego studia The Asylum. To prawdopodobnie jedna z najgorszych serii, jakie we współczesnej telewizji można zobaczyć, a jednak wciąż cieszy się niczym nieuzasadnioną popularnością.

The Asylum - znane głównie z mockbusterów, czyli fatalnych wariacji na temat blockubusterów - ma pełen katalog podobnych produkcji. Od "Atlantic Rim" przez "Independents' Day" po "Triassic World". Drugi katalog można by zapełnić tanimi filmami z rekinami w rolach głównych - rekiny-zombie, rekin lodołamach, rekiny o wielu głowach, a nawet zdolny do poruszania się na plażowych piaskach rekin... cycojad. "Rekinado" nie jest więc pod żadnym względem oryginalne, a jednak premierze każdej kolejnej części towarzyszy zainteresowanie mediów na całym globie. Co więc mają rekiny z tornada, czego nie mają inne niskobudżetowe przedsięwzięcia oszpecone fatalnymi efektami cyfrowymi?

 

Kluczem do sukcesu jest założenie, że nie ma na tyle niedorzecznego pomysłu, który byłby za bardzo niedorzeczny. O ile "Pięciogłowy rekin atakuje" jest tylko i wyłącznie tym, co zwarto w tytule, o tyle "Rekinado" nieustannie ewoluuje, przyswaja kolejne szalone fantazje, łącznie z rekinami w kosmosie (w szczytowej formie w części trzeciej), przemianą głównej bohaterki w cyborga czy podróżami w czasie w najnowszej odsłonie. Zabójcza anomalia pogodowa cały czas napędza akcję, ale to inwencja scenarzystów sprawia, że mamy do czynienia z jednym z nielicznych przypadków w historii filmu, kiedy źle wykonane cyfrowe efekty specjalne nie są doświadczeniem bolesnym, a wręcz wpisują się w konwencję i potęgują ludyczne doznania.

 

Szósta część "Rekinado" nie jest wyjątkiem od reguły. Mało tego, w żadnej innej części nie korzystano z tej reguły na równie dużą skalę, bo skoro mamy do czynienia z historią rozgrywającą się w czasach dominacji dinozaurów, w średniowieczu, na Dzikim Zachodzie, w latach 50. i 90., a nawet w postapokaliptycznej przyszłości, to pretekstów do przekraczania granic zdrowego rozsądku jest nad wyraz dużo. Właściwie to jest ich tak dużo, że nie ma ani chwili na wprowadzenie - akcja gna na złamanie karku od pierwszej do ostatniej sekundy, jakby Anthony C. Ferrante (reżyser wszystkich części) miał świadomość, że jeśli chociaż odrobinę zwolni, widzowie opuszczą jego rozpędzony pociąg tandety.

 

Drugim niezwykle ważnym elementem serii są gościnne występy słynnych osób z przeróżnych dziedzin popkultury. Aktorzy, muzycy, wrestlerzy, pisarze... Większość pojawia się tylko na chwilę, a jednak wyczekuje się ich bardziej niż Stana Lee w kolejnej produkcji na bazie komiksów Marvela. Największe zaskoczenie poprzedniej części jest największym rozczarowaniem tej. Dolph Lundgren w kilku ostatnich chwilach "Efektu płetwiarnianego" wcielił się w przybywającego z przyszłości syna niezniszczalnego pogromcy rekinów, ale niestety nie odtworzył roli w "Zębie czasu". Są tu natomiast Alaska Thunderfuck (popularna w Stanach drag queen), Neil deGrasse Tyson (astrofizyk znany z łączenia nauki z popkulturą), Dexter Holland i Noodles (muzycy The Offspring), Dee Snider z The Twisted Sisters, a także bohaterowie kina klasy B z czasów świetności kaset VHS - Gary Busey, James Hong czy Robbie Rist (odtwórca postaci Michaelangelo w ekranizacji "Wojowniczych żółwi ninja" z lat 90.).

 

Ostatnie "Rekinado" w swojej skromnej, alternatywnej rzeczywistości jest spektakularnym przedsięwzięciem. To "Avengers: Infinity War" kina klasy Z, w którym rekiny zionące ogniem, excalibur wyposażony w zęby piły mechanicznej czy odcięta głowa robo-kobiety z laserami w oczach nie wzbudzają już zdziwienia, ale wciąż potrafią rozbawić do łez. Pytanie tylko, czy faktycznie flagowa produkcja The Asylum dokonała żywota, czy to chwyt, po którym przyjdzie pora na "Rekinado: Zmartwychwstanie" albo "Rekinado: Powrót Fina"? Tak czy inaczej w XXI wieku nie ma innego odpowiednika "Zabójczych ryjówek" czy "Planu 9 z kosmosu", który osiągnąłby równie imponujący sukces. Za trzydzieści lat filmoznawcy będą poświęcać wykłady temu fenomenowi, a młodzi studenci z niedowierzaniem będą się pukać w czoła i zastanawiać, jak coś takiego mogło się ludziom podobać. Ja zresztą też się nad tym zastanawiam, a jednak uważam, że nie można było lepiej zakończyć tej podwójnej trylogii powołanej do życia wyłącznie ku chwale kiczu.


Ostatnie Rekinado: Ząb czasu

Tytuł oryginalny: The Last Sharknado: It's About Time

USA, 2018

The Asylum

Reżyseria: Anthony C. Ferrante

Obsada: Ian Ziering, Tara Reid, Vivica A. Fox

Ocena: 3/5


Oddaj swój głos:


NAJNOWSZE RECENZJE

Strona korzysta z plików cookies w celu zapewnienia realizacji usług. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookies, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce...

Facebook Instagram Twitter

Projekt i wykonanie: EvoStudio

© 2010-2018 Soundrive